wtorek, 18 kwietnia 2017

Wycinają nie tylko w Karpatach

Długo wahałem się, czy użyć tak ostrych i jednoznacznych słów i ocen. A jednak zrobię wyjątek. Nie jestem w stanie dłużej milczeć patrząc na to, co się dzieje z polską przyrodą, a w szczególności na obojętny stosunek dużej części z nas do obecnego, usankcjonowanego prawnie, wandalizmu na środowisku naturalnym. Nie żyję na tym Bożym świecie zbyt długo, ale jednak na tyle długo, by stwierdzić, że nie pamiętam takiego zalewu ignorancji, złej woli, chamstwa a nawet zwyczajnego prostactwa i kołtunerii, która napompowana ideologią wypaczonego homocenrtyzmu, dewastuje nasz krajobraz przyrodniczy i kulturowy. Obserwuję te zjawiska także na własnym "lokalnym podwórku". To boli. Boli coraz bardziej, ta bezradność, gdy oszpecono las, który był mi bliski już w dzieciństwie, gdy zmasakrowano piękną starą lipę, którą zawsze mijałem w drodze do pracy. Boli to co namacalne, to co najbliżej, to co znamy i kochamy, to co było z nami od zawsze. Niestety, prostactwo i kołtuneria zwycięża. Już dawno zadomowiła się w samorządach- skądinąd siedlisku wszelkiego zła wyrządzonego rodzimej przyrodzie. Samorządy (w szczególności wiejskie) to główny hamulcowy ochrony przyrody. Ciągła decentralizacja kompetencji środowiskowych doprowadziła do katastrofy w naszym systemie ochrony środowiska. Samorządy są nieprzygowane do tych zadań nie tylko finansowo, ale przede wszystkim kadrowo i mentalnie. Teraz, w czasach "dobrej zmiany", ta patologia przeżywa renesans, rozkwita zwykła krótkowzroczność, żeby nie powiedzieć głupota. Dodatkowo w imię świętego prawa własności (poniekąd do pewnego stopnia słusznego, ale nie absolutnego i nadrzędnego wobec innych wartości) padają pod piłami nie tylko przydomowe drzewa, zacieniające lub zagrażające budynkom, instalacjom lub infrastrukturze, ale przede wszystkim oddalone od tych instalacji kilkusetletnie drzewa, świadkowie czasów, nie mówiąc już o ich wartości przyrodniczej. Tak, niestety, wkradł się w nas kołtun, chochoł Wyspiańskiego tańczy w rytm idei zbawienia narodu przez jedynie słuszną partię i sposób postrzegania świata, taki zero- jedynkowy, bez szans na konstruktywny dialog i dopuszczenie głosu rozsądku, głosu "środka". Cierpi na tym przyroda, która stała się "wrogiem ludu", zaporą dla rozwoju, komfortu a nawet bezpieczeństwa (!). Prymitywizm tego myślenia przeraża. Budzi strach myśl, że są ludzie, którzy barierę rozwoju gospodarczego widzą w systemie ochrony przyrody. Napawa mnie to niepokojem, ten lęk potęguje zmieniający się z tygodnia na tydzień krajobraz w mojej okolicy. Jak temu zapobiec, co zrobić? Jak sprawić, żeby ochrona przyrody stała się sprawą istotną dla większości z nas, żeby nie powodowała powszechnego lekceważenia a nawet agresji? Napiszę szczerze- nie wiem. Tymczasem padają kolejne drzewa. Dziś wycięto kolejny fragment "mojego" lasu... Polska milczy, my milczymy, kanalizując naszą frustrację na facebooku, a oni robią co chcą. No cóż, sami umieścili na transparentach poparcia dla Ministra Szyszko - " nasz minister, nasze lasy". Leśnicy! Tak, chyba jednak wasze lasy, "uwłaszczacie się" na nich powoli i systematycznie, aczkolwiek skutecznie i pominę tu miłosiernie zjawisko nepotyzmu oraz trudnego dostępu do zawodu. Skupię się za to na waszym bizantyjskim wynagrodzeniu. Daninę w postaci średniego miesięcznego wynagrodzenia prawie 8000 zł oraz średnio w skali roku 12000 zł nagród - płacą polskie lasy. W rzeczywistości płacą także nasze dzieci i wnuki. Czy ktoś powstrzyma to szaleństwo? Wątpię. Mamy najwyższą liczbę leśników w stosunku do powierzchni leśnej w Europie. Ta hydra kiedyś zdechnie, ale zanim padnie, pozbawi nas starodrzewów. W imię krótkotrwałego zysku ekonomicznego 26- tysięcznej grupy zawodowej. Przykre to. "Miałeś chamie złoty róg, ostał ci się ino sznur". 

Wycinają nie tylko w Karpatach:  https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=1739223136368233&id=1545924685698080